Ruszyły mistrzostwa świata w Dubaju. A dwa lata temu było tak…

W tym roku lekkoatletyczne mistrzostwa świata osób niepełnosprawnych będę śledzić z Polski, ale to dobra okazja, żeby przypomnieć sobie poprzednie mistrzostwa, które odbyły się w Londynie.

Choć startowałem 22 lipca, na miejscu byłem już ponad tydzień wcześniej. Nie oznacza to jednak, że miałem czas na zwiedzanie miasta, bo zawsze staram się maksymalnie skoncentrować na przygotowaniach do swojego występu. Z tego samego powodu nie śledziłem też innych konkurencji. Trochę szkoda, że zwykle mój start zaplanowany jest na sam koniec imprezy i muszę być skupiony do ostatniej chwili, a nie mogę spokojnie nacieszyć się atmosferą mistrzostw.

Do Londynu pojechałem dobrze przygotowany, ale niestety dwa tygodnie przed zawodami doznałem kontuzji. W efekcie musiałem zadowolić się wynikiem 214 cm. To wystarczyło, żeby zdobyć złoty medal, choć pozostawiło pewien niedosyt. Z drugiej strony nie ja jeden nie mogłem się wtedy pochwalić szczytową formą: zwykle poziom rywalizacji po igrzyskach paraolimpijskich jest nieco niższy i tak było w tym przypadku.

Pozytywnie zaskoczyła mnie za to organizacja zawodów i publiczność na trybunach. Doping był wspaniały. Mój główny rywal Jonathan Broom-Edwards pochodzi z okolic Londynu, więc na konkurs skoku wzwyż przyszło wielu kibiców i wraz z zawodnikami udało nam się stworzyć wspaniałe widowisko. Niezmiennie podczas wydarzeń tej rangi zaskakuje mnie też to, że w obcym kraju jestem bardziej rozpoznawalny niż w Polsce.

Podsumowując, imprezę w Londynie wspominam dobrze, ale gdybym miał wskazać mistrzostwa świata, które najbardziej zapadły mi w pamięć, wybrałbym te w Dausze w 2015 r. Cały rok zmagałem się z kontuzjami i miałem na koncie niewiele startów w zawodach. Wtedy pojechałem do Kataru, gdzie osiągnąłem najlepszy wynik w sezonie i pobiłem rekord świata. Zaskoczyłem wtedy wszystkich, zwłaszcza siebie 😊

W sumie na mistrzostwach świata byłem już cztery razy. Zastanawiam się, co mógłbym poradzić zawodnikowi, który po raz pierwszy jedzie na tak dużą imprezę. Przede wszystkim dobrze jest wystartować wcześniej na kilku zagranicznych mityngach, żeby zyskać obycie ze wszystkimi procedurami. A jeśli chodzi o same mistrzostwa, moja rada jest prosta (choć niekoniecznie łatwa w realizacji): trzeba jak najlepiej się do nich przygotować. Nic tak nie uspokaja i nie daje pewności siebie jak świadomość dobrze wykonanej pracy.