Jak to się w ogóle stało, że zająłem się sportem? Dziś chciałbym Wam krótko przybliżyć moją historię.

Jeszcze w szkole wyróżniałem się na tle moich kolegów sprawnością fizyczną. Pierwszy kontakt ze skakaniem wzwyż miałem w trzeciej klasie gimnazjum. Nauczyciel wf-u uczył nas skakać starą techniką, tzw. nożycami. Najlepszy z kolegów zatrzymał się na wysokości 140 cm, ale ja nie odpuszczałem – skoczyłem 150, 160, potem 170 cm. Wtedy zadzwonił dzwonek. Po tej lekcji odezwałem się mailowo do lubuskich klubów lekkiej atletyki – chciałem trenować, ale wtedy nikt mi nie odpowiedział.

Dopiero dwa lata później, gdy już byłem w liceum, inny wuefista zauważył, że ładuję piłkę do kosza i po lekcji powiedział mi o sekcji lekkoatletycznej w pobliżu. Trener kazał mi przyjść następnego dnia i udowodnić, że jestem w stanie skoczyć 170 cm. Gdy to zrobiłem, był zdziwiony, że potrafię tak wysoko skoczyć „nożycami”. Nauczył mnie poprawnej techniki, tzw. flopu i w ten sposób zacząłem treningi w strzeleckiej sekcji lekkiej atletyki. Trenowałem i startowałem z pełnosprawnymi zawodnikami. Na zawodach, choć nie byłem w czołówce, starałem się jak najwięcej nauczyć od swoich konkurentów. Chciałem równać do najlepszych, mimo że to niełatwe – urodziłem się z końsko-szpotawą lewą stopą, co oznacza unieruchomiony staw skokowy, nogę krótszą o kilka centymetrów i chudziutki mięsień łydki.

W 2006 r. zadzwonił do mnie trener kadry osób niepełnosprawnych, który słyszał o mnie i moich wynikach. Chciał, żebym z nimi trenował. Na początku nie wiedziałem, o co mu chodzi, bo nigdy nie myślałem o sobie jako o niepełnosprawnym. Zgodziłem się jednak na rozmowę i wkrótce zacząłem treningi. Nie czekałem długo na pierwsze sukcesy: na mistrzostwach Polski w 2006 roku zdobyłem złoto w skoku wzwyż, w dal, a oprócz tego jeszcze brąz w biegu na sto metrów.

Potem zaczęły się schody, gdy pojechałem na mistrzostwa świata juniorów w Dublinie. Nie mogłem dogadać się z komisją lekarską, zauważyli minimalną ruchliwość lewej stopy i dostałem zakaz startowania. Z tego powodu nie mogłem też później wziąć udziału w igrzyskach olimpijskich w Pekinie. Oprócz tego miałem kłopot z dostaniem się na AWF – pierwszy lekarz, który mnie badał, uznał, że ze swoją niepełnosprawnością sobie nie poradzę. Na szczęście poszedłem do innego i ten podważył jego decyzję.

Podczas studiów wróciłem do startowania z pełnosprawnymi zawodnikami, a w następnych zawodach zagranicznych dla niepełnosprawnych wziąłem udział dopiero w 2010 r. Były to mistrzostwa świata juniorów w Ołomuńcu. Na szczęście tym razem stanąłem przed komisją lepiej przygotowany, z przetłumaczoną dokumentacją. Zbadano mnie ponownie i pozwolono mi startować. Skok na wysokość 2 m dał mi złoty medal i rekord Europy.

Rok później w Nowej Zelandii zdobyłem pierwszy tytuł mistrza świata i pobiłem rekord świata. Potem były igrzyska paraolimpijskie w Londynie, z których wróciłem z olimpijskim złotem i kolejnym rekordem, który poprawiłem w Rio de Janeiro w 2016 r. na 2,19 m. Niedługo ruszam z przygotowaniami do paraolimpiady w Tokio i kto wie, może uda mi się znowu pobić rekord. Choć wiele udało mi się już w sporcie osiągnąć, nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa 😊